piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział 20, w którym Logan spotyka się z Adrianną

Logan nie wracał. Nawet długo nie wracał. Powiedział, że nie będzie go godzinę, a nie było prawie pół dnia. Dochodziła prawie dziesiąta wieczorem. Carlos rozmawiał z Rachel i chociaż było słychać w jego głosie, że jest zaniepokojony, ale i tak ją zapewniał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Przez chwilę żałowałam, że tak szybko wszystko pozmywałam. Dobrze by było, czym teraz zająć ręce. I głowę.
Podniosłam się z kanapy i podeszłam do części kuchennej. Wzięłam głęboki oddech i wyciągnęłam korek ze zlewu, żeby spuścić wodę. Rozległ się nieprzyjemny dźwięk resztek wody wpadającej do rurociągów do kanalizacji pod domem.
-Dzwoniłem do Kurta. - oznajmił Carlos, patrząc na swój telefon.
-Kto to jest Kurt? - zapytałam, marszcząc brwi.
-Kumpel Logana. - wyjaśnił, patrząc na mnie przez blat kuchenny. - Spotkali się jakiś czas temu po latach. Teraz umawiają się na piwo. Zadzwoniłem do niego. - powtórzył. - Powiedział mi, że się z nim nie spotkał, ale widział go w barze z jakąś kobietą.
-Logan ma dziewczynę? - Kendall uniósł brwi, krzyżując ramiona na piersiach.
-Raczej nie. - Carlos pokręcił głową. - Według Kurta to nie wyglądało na przyjacielską pogawędkę.
Uniosłam brwi, sięgając po jeden z papierowych ręczników. Skoro spuściłam już brudną wodę, to przydałoby się ten zlew wyczyścić.
-Zostaw, ja to zrobię. - oznajmił James, wyjmując mi z dłoni papierowy ręcznik, który dopiero zdążyłam urwać ze zwoju.
Usłyszeliśmy charakterystyczny dla tych drzwi szczęk klucza w zamku. Podniosłam głowę i zauważyłam, że nie tylko ja wyprostowałam się jak struna w wiolonczeli.
Kendall odepchnął się od blatu kuchennego i podszedł do futryny bez drzwi między częścią kuchenno-jadalnianą, a przedpokojem.
-Gdzie Ty byłeś? - zapytał oskarżycielsko, do tego kogoś, kto przyszedł.
Niech to będzie Logan... Niech to będzie Logan... Niech to będzie Logan... Niech to będzie Logan... Niech to będzie Logan... Niech to będzie Logan...
-Miałem spotkanie. - usłyszałam głos Logana i poczułam jak ciężki balast spada mi z serca.
-I nie mogłeś zadzwonić? - wrzasnął James, kończąc z wycieraniem zlewu.
Przeszłam na jego miejsce, żeby spłukać. Wyciągnęłam przedłużenie kranu i odkręciłam czystą wodę. Po chwili będzie już po wszystkim.
-Telefon mi padł. - odpowiedział, jakby to było coś normalnego.
-To było zadzwonić z budki. - wrzasnął James, tak głośno, że zadzwoniło mi w uszach. - Przecież masz kartę awaryjną!
-Nie wziąłem jej! - odkrzyknął w jego stronę, rzucając bluzę na podłogę.
Po raz kolejny zadzwoniło mi w uszach spojrzałam z przerażeniem na Kendalla, który jako jedyny w towarzystwie zachowywał spokój.
-Z kim się spotkałeś? - zapytał tym samym, stoickim tonem.
-Kurt powiedział, że z jakąś kobietą. - dodał Carlos.
Logan wyglądał już na spokojniejszego. Schylił się, żeby podnieść swoją bluzę i złożył ją na pół, patrząc na nas już znacznie spokojniej.
-Z Adrianną. - odpowiedział cicho.
Poczułam, jak odpływa mi krew z twarzy i otworzyłam szeroko usta. Nie mogłam uwierzyć, ze po raz kolejny zrobił mi na złość.
-I nic mi nie powiedziałeś? - pisnęłam, znacznie głośniej niż chciałam. - Jak mogłeś, ty...
-To ona prosiła mnie o spotkanie. - podniósł nieco głos, przerywając moją złość. - Najpierw byliśmy w barze, potem u niej w domu... Nadal nie mogę jej zrozumieć.
Pokręcił głową, opierając się na przedramionach.
-Jej mąż jest w porządku. - ciągnął dalej, kiedy James pociągnął mnie na stołek za blatem kuchennym. - Ale jej poglądy...
-O czym rozmawialiście? - zapytałam cicho.
-Nie mogę powiedzieć. - pokręcił głową. - Obiecałem jej, że to zostanie między nami.

Jej obiecał. Jej obiecał, a mnie okłamuje. Bolało, jak nie wiem bolało.
Rzuciłam się na łóżko i zdjęłam z nosa okulary. Jeszcze by tego brakowało, żeby Logan i Adrianna mieli jakieś wspólne tajemnice. Przyznaję, nigdy się za bardzo nie lubili, ale to nie znaczy, że teraz to miałoby się zmienić.
Adrianna wykrzyczała mi, że mnie nienawidzi. Czy powiedziałam o tym Loganowi? Oczywiście, że nie. Po co miałabym go tym obarczać. Nie mówię, że to sprawa tylko między nami, ale wolałam, żeby to pozostało w tajemnicy. Nie mogłam powiedzieć. Nawet Loganowi, chociaż no się już części domyślał. Wiem. Powiedziałam już Rachel, ale ona nie pisnęła ani słówka. Głównie dlatego, że ją o to prosiłam.
A Logan? Wiele dla mnie zrobił. Nie przeczę, ale pewne sprawy muszą pozostać poza jego zasięgiem. Na przykład nienawiść, którą darzy mnie Adrianna.
A może po prostu jest mi zbyt przykro, żeby mieć jej to za złe? Unikałam jej, to jasne. Ale kiedy zastanawiałam się z jakiego właściwie powodu, nie mogłam sama przed sobą przyznać, że jej nienawidzę. Przynajmniej nie tak, jak ona mnie.
-Clover, mogę wejść? - zapytał, zaglądając do pokoju.
-Jasne. - mruknęłam.
Logan wziął głęboki oddech i przekroczył próg pokoju. Przyszedł, ale właściwie nie wiem, dlaczego. Usiadłam na łóżku. Nie miałam okularów, ani soczewek. To co widziałam, było lekko zamazane. Wieczorami mogłam się do tego przyzwyczaić.
-Przepraszam. - powiedział cicho, siadając na skraju biurka. - Nie powinienem się tak zachować. Wiem, że Ty i Adrianna... nie jesteście ze sobą blisko. Postanowiłem z ją porozmawiać, żeby się dowiedzieć o co chodzi, a ona... Obwinia Cię o rzeczy, na które nawet nie miałaś wpływu i...
-Wiem. - przerwałam mu, kiwając głową. - Nie musisz mnie przepraszać. Jest mi trochę przykro, ale nie mam prawa od Ciebie wymagać, żebyś mówił mi o wszystkich swoich krokach.
-Do tego masz prawo. - pokiwał głową, nadal mając ten cierpiętniczy wyraz twarzy. - Rozmawialiśmy o Tobie i powinienem Ci przynajmniej powiedzieć, że tam idę. Wiedziałem od początku, że rozmowa zejdzie na ten temat. Skończyło się na tym, że wyszedłem wściekły jak osa i na dodatek wyładowałem się na chłopakach.
Westchnął, spuszczając głowę. Wiedziałam o czym mówi... Zranił przyjaciół, bo już wcześniej był sprowokowany. To było jak bomba zegarowa.
-Wszystko dobrze? - zapytał, kiedy nie odzywałam się przez dłuższą chwilę.
-Jasne. - kiwałam głowa. - Po prostu... myślałam, że przez te trzy miesiące będę miała trochę spokoju, pożyję sobie jak normalna nastolatka, a tymczasem moje życie wywróciło się do góry nogami. Dosłownie. Nie mówię, że to jakieś wielkie rozczarowanie, ale kiedy mi powiedziałeś o tym, co zobaczyłeś na zdjęciach...
-Clover... - zaczął, kładąc mi dłoń na ramieniu. - I tak prędzej, czy później sama byś się domyśliła... Zobaczyłabyś, że coś jest nie tak.
-To nic takiego. - pokręciłam głową. - Ale najgorsze jest chyba to, że wszystko wygląda na to, że trafiłeś. I Ty dobrze o tym wiesz.
-Nie wiem. - zapewnił mnie, wciąż patrząc mi w oczy. - Nie mamy stuprocentowej pewności, ale za dwa tygodnie przyjedzie Peter i wszystkiego się dowiesz.
-A nie za trzy? - zmarszczyłam brwi. - Miał być ostatni weekend sierpnia.
-Jednak przedostatni. - cmoknął, jakby chciał sobie coś wyssać spomiędzy zębów. - Nie za bardzo rozumiem dlaczego, ale Peter przysłał mi list, żeby jakoś uprzedzić. Bree ma znaleźć jakieś neutralne miejsce. Wiesz, kawiarnię, najlepiej z przytulnym pokoikiem. Wiesz, ma kontakty.
-Wiem. - pokiwałam głową. - Ma duuże znajomości w przemyśle gastronomi.
I jak na mój gust to nie wróżyło za dobrze. Prywatny pokój w kawiarni równał się rozmowie w cztery oczy. A tak właściwie w osiem oczu. A to znaczyło coś trudnego, skoro nie mogliśmy tego zrobić tutaj w domu chłopaków. I poważnego jednocześnie.
Może Logan ma jednak rację? I to całkowitą. Nasz tata nie jest naszym tatą. I najwyższy czas się z tym pogodzić. Czy chciałam tego, czy nie.
-Wiesz co? - zaczęłam, zdając sobie z czego sprawę. - Niech na te dwa tygodnie to przestanie być ważne. Kogo obchodzi to, co myśli Adrianna? Jesteśmy tylko my, ale oboje musimy sobie coś obiecać. I to bardzo ważne.
-Co? - zapytał, marszcząc
-Ani słowa o Adriannie, moich rodzicach i związanymi z nimi problemami. - zastrzegłam głośno, tonem nieznoszącym sprzeciwu. - To mają być dwa tygodnie dla nas. Dla nas, nie nikogo innego. Rachel jutro wychodzi ze szpitala i...
-O oo. - jęknął Logan z przerażeniem.
-Co „o oo”? - zmarszczyłam brwi, patrząc na niego z niepokojem.
-Jutro Rachel wychodzi ze szpitala, a ja nie kupiłem serwetek w kratę i nowej zastawy. - oznajmił wciąż przerażony. - A przecież obiecałem Kendallowi, ze kupię, bo ta jest niekompletna, bo James niechcący stłukł strasznie dużo talerzy.
Czy to będzie nielojalne, jeśli powiem, że James wcale nie potłukł tych talerzy niechcący, tylko wierzył, że to przynosi mu szczęście? Dlatego mu tego nie powiem.
-Oj Logan, daj spokój. - pocieszyłam go, kładąc mu dłoń na ramieniu. - Trudno. A zakupy zrobisz jutro rano, bo dzisiaj wszystkie sklepy są już pozamykane.
~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~//~
Zanim zaczniecie gadać, że Clover się dziwnie zachowuje... ona po prostu nie lubi, kiedy ktoś traktuje ją jak dziecko. A jej zdaniem, tak właśnie traktuje ją Logan, ukrywając przed nią rzeczy, które są bezpośrednio z nią związane.

No dobra, mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał. Liczę, ze coś mi napiszecie. Trzymajcie się! Cześć!  

2 komentarze:

  1. Trochę nie miło ze strony Logana, że jej nie powiedział o spotkaniu. No ale go rozumiem.
    Nie musieli aż tak na niego krzyczeć. Czekam na rozwinięcie tej sytuacji.
    Fajny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej!
    Logan przesadził. Bardzo przesadził. Jak mógł spotkać się z Adrianną, nie mówiąc o tym Clover?!I jeszcze rozmawiali o niej?! No co za... Dobrze, spokojnie, przyznał się do błędu.
    No to brawo Logan. Kendall Cię zabije. No cóż... było sobie gdzieś to zapisać. Oj, James, naprawdę? Czasami mam wrażanie, że Clover żyje z wariatami. Chociaż w sumie... po części tak jest.
    Rozdział świetny. Czekam na nn.
    Pozdrawiam, Domi.

    OdpowiedzUsuń